Dzieło Biblijne

Email Drukuj

 26 marca 2012

UROCZYSTOŚĆ ZWIASTOWANIA PAŃSKIEGO

Iz 7,10-14   Hbr 10,4-10   Łk 1,26-38

ks. Ryszard Zawadzki

UCIELEŚNIENIE MIŁOŚCI 

„Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami” (Łk 1,28).

Zasłuchani w dobrą nowinę o Zwiastowaniu, niby tak dobrze nam znaną, a przecież niezmiennie świeżą i zachwycającą, czynimy naszymi własnymi słowa pozdrowienia anioła Gabriela skierowane do Maryi, jakby odmawiając wspólnie z nim ewangelijny i kontemplacyjny różaniec serca lub modlitwę Anioł Pański. I rozważamy w głębi duszy, razem z Niepokalaną, początek misterium naszego zbawienia.

Poczęcie Miłości z miłości Ojca

Scena, jaką w swej ewangelii stawia nam dziś przed oczy ducha św. Łukasz, to obraz wydarzenia zupełnie wyjątkowego w dziejach świata. Wydarzenia bez precedensu w historii ludzkości. Oto wszechmogący Bóg przez swego Posłańca wychodzi z niezwykłym zaproszeniem, z niesłychaną propozycją do człowieka: do młodziutkiej, najprawdopodobniej jeszcze nieletniej(!), dziewczyny o imieniu Maryja. „Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On (…) nazwany Synem Najwyższego” (Łk 1,31-32). Dlaczego Najwyższy pragnie powierzyć Jej, a przez Nią i nam, własnego Syna? Co Go do tego skłania? Usłyszeliśmy przed chwilą w pierwszym czytaniu Izajaszowe proroctwo: „Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel, albowiem Bóg z nami” (7,14). W Zwiastowaniu to proroctwo znajduje swe szczególne wypełnienie. Przedwieczny kieruje się zatem wiernością słowu danemu niegdyś za pośrednictwem proroków. Dlaczego jednak, realizując swój zbawczy plan, tak bardzo pragnie sam dać nam znak poprzez Pannę? Co wreszcie Nim powoduje, że uzależnia zamierzone przez siebie zbawienie od Jej nieskrępowanej i niewymuszonej zgody?

Przy tym nie zachowuje się w odniesieniu do Niej niczym udzielny władca czy wysoki urzędnik, wzywający do stawienia się osobiście w tak ważnej sprawie, lecz - w swym Reprezentancie - sam się do Niej fatyguje i przy Niej staje.

Do tego jeszcze pozdrawia Ją z niezrównaną predylekcją i nawiązuje z Nią równoprawny, partnerski dialog, by następnie Jej wolnym wyborem ograniczyć działanie swej wszechmocy. Pozostawia Jej pełną wolność i pokornie czeka na odpowiedź Tej, którą nazywa kecharit?men?z-łaskawioną, u-łaskawioną, całkowicie przenikniętą, przesyconą, prześwietloną łaską, a zatem „pełną łaski” – jak wyrażamy to w modlitewnej formule „Pozdrowienia Anielskiego”. Pełną wszelkiej łaski od pierwszej chwili swego życia, bo niepokalanie poczętą.

Bóg Zwiastowania, stając przed Niepokalaną w osobie niebieskiego Posłańca, w swej delikatności uniża się wobec Niej, by nie przytłoczyć Jej swym majestatem. Co więcej: jest tak wielkoduszny i pokorny wobec Maryi, że widząc Jej zmieszanie i dogłębnie szanując Jej ludzką i kobiecą godność, wyraża swą troskę o pokój Jej serca w słowach: „Nie bój się, Maryjo” (Łk 1,30), a następnie cierpliwie odpowiada na Jej oczekujące wyjaśnień pytanie: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” (Łk 1,34), dopóki nie usłyszy Jej entuzjastycznej odpowiedzi: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa!” (Łk 1,38).

Cóż za niezwykła scena spotkania! Cóż za wyjątkowy Bosko-ludzki dialog! Głębsze pochylenie się nad zwiastowanym nam dzisiaj przez św. Łukasza orędziem może przyprawić o istny zawrót głowy, może wprost zapierać dech w piersiach.

Oto wychodzą ku sobie i stają naprzeciw siebie Miłość odwieczna i miłość niepokalana. Pierwsza obdarza łaską, druga otwiera się na nią i z doskonałą ufnością ją przyjmuje. Pierwsza niesie i sprawia zbawienie, druga gorąco pragnie je realizować. Pierwsza obdarza Duchem Świętym i osłania mocą Najwyższego, druga w pełni wolności poddaje się ich działaniu. Pierwsza jest życiodajna, druga służebna.

I oto niemożliwe przemienia się w możliwe: owocem tego spotkania Miłości odwiecznej z miłością niepokalaną staje się dziewicze wcielenie odwiecznej Miłości.

Miłość Ojca żyjąca w Synu

„Ofiary ani daru nie chciałeś, ale Mi utworzyłeś ciało” (Hbr 10,5) – usłyszeliśmy przed chwilą w drugim czytaniu. Słowa te, pochodzące z Ps 40 (werset 7, w brzmieniu LXX), autor Listu do Hebrajczyków wkłada w usta przychodzącego na świat Chrystusa. Przypisuje je wcielonej Miłości Boga, która nie zadowala się złożeniem zewnętrznej ofiary czy daru. Ona pragnie dać więcej. Bardzo pragnie ofiarować się bardziej. Dlatego Ten, który jest wcieloną Miłością, przynaglony tym gorącym pragnieniem, wyznaje: „Oto idę, abym spełniał wolę Twoją” (Hbr 10,9). Czyni z siebie samego dar ofiarny, ofiarę żywą i całkowitą. To właśnie jest Jego nowa, inna ofiara, którą ustanawia w miejsce całopaleń i ofiar za grzechy, składanych z krwi cielców i kozłów.

On żywi wielkie pragnienie złożenia na ofiarę własnego życia, własnego ciała oraz krwi, by tak wypełnić wolę Bożą do końca. Podobnie, już wcześniej, także Jego Matka, wypowiadając swoje fiat, swoje „niech mi się stanie” (Łk 1,38), właśnie siebie samą, z duszą i ciałem, oddała do dyspozycji zbawczych planów Boga i Jego woli. Syn Ojca niebieskiego, a zarazem Syn Maryi, w radykalnym samoofiarowaniu się pójdzie jeszcze dalej – aż do zupełnego i całkowitego wyniszczenia się. I przez swe wcielenie On, Syn Boży, stanie się nam, synom ludzkim, jednocześnie drogowskazem i drogą. Ponieważ „On, w ludzkim ciele sługa, w tym ciele służy tym, którzy są Jego sługami” (św. Augustyn).

Wcielajmy Miłość w życie

Nad wyraz optymistycznie wydaje się brzmieć zakończenie dzisiejszego drugiego czytania, pouczające nas o uświęceniu: „…jesteśmy uświęceni przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze” (Hbr 10,10).

Zapytajmy jednak: jak należy rozumieć to uświęcenie? Czy może tak, że wydając siebie samego na śmierć za nas, przelewając za nas własną krew, Chrystus właśnie za nas, czyli zamiast nas uczynił już wszystko? Wyręczył nas dosłownie we wszystkim - i to „raz na zawsze”? Może wobec tego nam, skoro jesteśmy uświęceni na dobre, już nic więcej do zrobienia nie pozostaje?

Otóż nie! Chrystus „raz na zawsze” otworzył nam nową, duchową drogę; On ją dla nas utorował i usunął na niej wszystkie przeszkody. My natomiast koniecznie powinniśmy wyruszyć w ten szlak, podążając na nim wytrwale śladami naszego Poprzednika (Hbr 6,20).

W jaki konkretnie sposób?

Współdziałając z Nim w prowadzonym przez Niego dziele zbawiania świata i ludzi. W Jego misji wyzwalania różnorako zniewolonych, jednania wielorako podzielonych, opatrywania i uzdrawiania rozmaicie poranionych, wspomagania tych wszystkich, którzy potrzebują pomocy. I w ten sposób, poprzez służbę na Jego wzór, realizując nasze uświęcenie - to właśnie, któremu On otworzył drogę, i które nam umożliwił.

Od czego najlepiej zacząć?

Dzisiejsza uroczystość Zwiastowania Pańskiego, którą można by nazwać także uroczystością Poczęcia Pańskiego (bo przecież właśnie z wydarzeniem Zwiastowania łączy się poczęcie Chrystusa w niepokalanym łonie Maryi), poddaje nam bardzo zasadniczy, podstawowy punkt wyjścia na tej duchowej drodze. Bardzo sugestywnie odwołał się do niego bł. Jan Paweł II, gdy przemawiając 2 października 1979 r. na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w Nowym Jorku powiedział: „Troska o dziecko, jeszcze przed jego narodzeniem, od pierwszej chwili poczęcia (...), jest pierwszym i podstawowym sprawdzianem stosunku człowieka do człowieka”. Z jakże wielkim bólem wołał później Ojciec Święty, już na swej ojczystej ziemi, 4 czerwca 1997 r. w Kaliszu: „Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości”. W obecnej sytuacji poważnego załamania demograficznego w naszym kraju, troska o przyszłość narodu w tym aspekcie jawi się wręcz jako patriotyczny obowiązek. Zwłaszcza wobec ciągle na nowo podnoszonych przez określone środowiska głosów, domagających się m.in. liberalizacji prawa dotyczącego aborcji. W odpowiedzi na owe głosy trudno powstrzymać się przed przytoczeniem niezwykle trzeźwej refleksji prezydenta USA, Ronalda Reagana: „Zauważyłem, że ci wszyscy, którzy opowiadają się za aborcją, zdążyli się urodzić”.

Jednak nie tylko ci, którzy nie zdążyli się jeszcze urodzić, lecz także ci, którzy tak jak my pojawili się już na tym świecie i żyją obok nas, potrzebują naszej pomocnej dłoni. Oni również, poczynając od naszych najbliższych, leżących nam na sercu, mają wielkie prawo do naszej serdecznej troski i miłości żywej czynem. Także oni niosą nam ze sobą ogromną szansę na uświęcenie, o którym mówi nam dziś słowo Boże. Uświęcenie przyjmowane jako dar od Chrystusa i podejmowane z miłością i odpowiedzialnością, jako Jego posłannictwo, znajdujące w nas swoją współczesną kontynuację. Uświęcenie wytrwale umacniane i pogłębiane z dnia na dzień.

Niech nam towarzyszy świadomość, że On sam, Emmanuel – „Bóg z nami”, jest obecny i czeka na nas w tych, do których nas posyła. Jest przecież Bogiem bliskim, Bogiem jedności, wspólnoty, komunii.

Otwórzmy się zatem na osobowe, nieustające i uświęcające spotkanie z Nim, przyjmując Go we wszystkich naszych bliźnich jako Miłość wcieloną i wcielając miłość w życie. W nasze życie.

 

 
Dzieło Biblijne


© Copyright Słowo Biblijne 2006. All rights Reserved. Made in quaint.pl