Dzieło Biblijne

Email Drukuj

 21 stycznia 2012

ŚWIĘTEJ AGNIESZKI, DZIEWICY I MĘCZENNICY

Pnp 8,6-7     Mt 25,1-13

ks. Ryszard Zawadzki

MIŁOŚĆ DOJRZAŁA MĄDROŚCIĄ 

Błogosławiony Jan Paweł II powiedział w jednej ze swych homilii, że Święci są po to, ażeby zawstydzać. I uzasadnił tę myśl podkreślając, iż nam wszystkim potrzebny jest taki zbawczy wstyd, aby zobaczyć człowieka w całej prawdzie. By odkryć lub odkryć na nowo właściwą hierarchię wartości.

Wydaje się, że te słowa „Piotra naszych czasów” uzyskują jakąś szczególną wyrazistość w odniesieniu do świętej Agnieszki. Oddajemy jej dziś w liturgii Kościoła cześć jako dziewicy, a zarazem męczennicy, wielbiąc Boga i dziękując Mu za wielkie dzieło miłości, jakiego dokonał w tej młodziutkiej dziewczynie. Staje ona przed nami jako przewodniczka na drodze dojrzewania w mądrości i miłości.

Według tradycji starochrześcijańskiej św. Agnieszka poniosła męczeństwo mając zaledwie dwanaście lat. Było to w Rzymie ok. 305 r., podczas prześladowania za czasów cesarza Dioklecjana. Starającym się o jej rękę zamożnym kawalerom Agnieszka obwieściła, że serce jej oddane jest całkowicie i niepodzielnie o wiele bogatszemu Oblubieńcowi. I Jemu pozostała wierna niezłomnie. Nie wyparła się Go pomimo groźby zadawanego jej cierpienia, poniżenia, tortur, wreszcie okrutnej śmierci. Cóż za bohaterska, cóż za dojrzała, choć nieletnia Święta! I jakże bardzo potrafiąca nas zawstydzić... Rzeczywiście niezwykła i ogromnie poruszająca musiała być jej męczeńska śmierć, skoro piszą o niej tak liczni, sławni autorzy jak: św. Hieronim, kapłan, św. Ambroży, biskup, św. Damazy i św. Grzegorz Wielki, papieże, i wielu innych.

Co zachwycało ich wszystkich w męczeństwie tego nieustraszonego dziewczęcia? Zechciejmy pochylić się w chwili refleksji nad świadectwem jednego z nich, św. Ambrożego (+397), w świetle skierowanego do nas przed chwilą Bożego słowa.

 

Pełnia mądrości

 

Wysławiając w swym traktacie o dziewicach 12-letnią męczennicę, słynny biskup Mediolanu pisze:

„Jakże haniebne jest okrucieństwo, które nie oszczędza tak młodego wieku. Ale też jakże wielka moc wiary, która nawet w tak młodym dziewczęciu znajduje świadectwo.

Czyż w tak małym ciele mogło być w ogóle miejsce na ranę? Nie było miejsca na uderzenie żelazem, ale było na przezwyciężenie żelaza. Tymczasem dziewczęta w jej wieku lękają się nawet surowej twarzy rodziców, a ukłute igłą płaczą jakby z powodu dotkliwej rany.

Oto stoi bez lęku pośród krwawych katów. Nieporuszona na dźwięk okrutnych kajdan. Całe swe ciało podaje pod cios srogiego oprawcy. Nie wie jeszcze, co znaczy śmierć, ale już jest na nią gotowa. […] Wszyscy płaczą, ale nie ona. Wielu dziwi się, że tak łatwo szafuje życiem, którego jeszcze nie zakosztowała. Oddaje je, jak gdyby doszła już do jego kresu. Zdumiewają się wszyscy, iż stała się świadkiem samego Boga, gdy z powodu wieku nie mogłaby nawet występować w sądzie. Sprawiła, iż uwierzono jej, gdy świadczyła o Bogu, choć nie dano by wiary, gdyby świadczyła o ludziach”.

Jakże chwytające za serce, również dzisiejszego czytelnika, jest to świadectwo św. Ambrożego, w którym dziewica Agnieszka, stojąca u progu swego męczeństwa, jawi się naszym oczom jako panna pełna mądrości - niczym jedna z owych pięciu panien roztropnych z przypowieści Jezusa o dziesięciu pannach.

Agnieszka (niekiedy przedstawiana w sztuce także z lampką oliwną w ręku) wychodzi na spotkanie swego Oblubieńca z jasno płonącą lampą, w której nie brak oliwy wiary i miłości. Dzięki szczególnemu darowi Łaski spełniło się w niej słowo z Księgi Mądrości o młodym człowieku, odchodzącym przedwcześnie z tego świata, który „wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele” (4,13). W ciągu swego krótkiego życia na tej ziemi Agnieszka przeżyła czasów wiele. I doświadczyła pełni życia - z łaski Boga, dla którego „jeden dzień jest jak tysiąc lat” (2 P 3,8).

Niech zatem teraz, dzieląc się z nami swym doświadczeniem pełni życia, ta małoletnia męczennica przemówi do nas jako nauczycielka i mistrzyni. Pozwólmy jej skorygować referowane przez biskupa Ambrożego obiegowe opinie pogańskich świadków jej męczeństwa. Zechciejmy spojrzeć na to męczeństwo jej własnymi oczyma. Oczyma tej młodocianej Świętej, która zawstydza nas swą dojrzałością wiary i mądrości.

Pisze św. Ambroży: „Wielu dziwi się, że [Agnieszka] tak łatwo szafuje życiem, którego jeszcze nie zakosztowała”. Głębią swego spokoju wobec stojącego przed nią męczeństwa Agnieszka zdaje się z pełnym przekonaniem replikować: „Otóż właśnie zakosztowałam już życia! Bo choć przeżyłam tak niewiele lat, poznałam do głębi życie w całej jego prawdzie. Dotarłam do jego ukrytej istoty. Doświadczyłam jego nieustannie bijącego źródła, dotknęłam jego najgłębszego, wewnętrznego, pulsującego strumienia. Sięgnęłam do jego utajonego rdzenia, poznałam jego najgłębsze korzenie”.

Mówi dalej św. Ambroży o dziewicy tak pełnej mądrości, choć zarazem tak młodziutkiej: „Oddaje je [tj. życie], jak gdyby doszła już do jego kresu”. Zaś męczennica Miłości zdaje się na to odpowiadać: „Ależ właśnie doszłam już do takiego kresu życia, który jest zarazem jego spełnieniem, uwieńczeniem, celem, ku któremu każde życie ludzkie - długie czy krótkie - zmierza, i którego osiągnięcie jest jego powinnością, wielkim zadaniem”. Wszak „starość jest czcigodna nie przez długowieczność i liczbą lat się jej nie mierzy: sędziwością u ludzi jest mądrość, a miarą starości - życie nieskalane” (Mdr 4,8-9). Miłosierny mój Pan w swej wielkiej łaskawości pozwolił mi szybciej przebiec tę drogę, która innym zajmuje kopę lat i więcej, a niektórzy, choćby żyli na ziemi wiek cały - jednak do tego spełnienia nie dochodzą”.

Tak wydaje się przemawiać św. Agnieszka, panna roztropna, do świadków swego męczeństwa, a także do nas - ich „późnych wnuków”.

Zasłuchani w tę jej duchową mowę, w to orędzie jej tak pełnego Bożej mądrości, choć jeszcze niedorosłego serca, które nas wprawdzie zawstydza, ale przecież jednocześnie pociąga ku sobie, by następnie porwać ku górze, ku niebu, pragnęlibyśmy z przejęciem zapytać ją: Gdzie kryje się żywy zdrój Twej tak dojrzałej mądrości? Wskaż nam drogę wiodącą do źródła, z którego ona wypływa - prosimy Cię...

 

Pełnia miłości

 

„Nie wie jeszcze, co znaczy śmierć, ale już jest na nią gotowa” - pisze jeszcze o Agnieszce męczennicy św. Ambroży. Istnieje tylko jedna siła, jedna potęga zdolna do tego, by stanąć twarzą w twarz ze śmiercią i nie ulec, nie ustąpić. I w niebie i na ziemi taką moc posiada wyłącznie miłość.

W usłyszanym przez nas przed chwilą pierwszym czytaniu, zaczerpniętym z Pieśni nad pieśniami, oblubienica zwraca się do swego oblubieńca: „Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość” (8,6). W inwokacji tej, otwierającej najpiękniejszy w Starym Testamencie hymn o miłości, oblubienica zestawia i zrównuje jej potęgę z nieubłaganą potęgą śmierci.

Młodziutka oblubienica Chrystusa - św. Agnieszka - odważa się pójść zdecydowanie dalej niż oblubienica z Pieśni nad pieśniami. Bowiem swym heroicznym męczeństwem wyśpiewuje hymn o miłości potężniejszej od śmierci. O tej miłości, którą pierwszy umiłował ją jej Oblubieniec. Umiłował tak bardzo, że jako Baranek Boży ofiarował samego siebie i oddał za nią własne życie.

Agnieszka gorąco pragnie upodobnić się do Niego. Przecież nawet jej imię, które po łacinie brzmi Agnes, wywodzi się od słowa agnus - baranek. Dlatego ofiarą z siebie samej odpowiada na Ofiarę Tego, który został nazwany Agnus Dei. Tak wyraża swą miłość nad życie do swojego Umiłowanego - Zwycięzcy śmierci. Dlatego też pozostaje spokojna i opanowana wobec własnego męczeństwa i śmierci. Wie z niewzruszoną pewnością wiary, że śmierć, która ma być jej zadana, nie zdoła zniweczyć tej miłości, którą jest odwiecznie umiłowana. Nie zdoła jej zagrozić. A zatem nie może także zniweczyć ani zagrozić jej odpowiedzi, miłością z całego serca i z całej duszy, na tę odwieczną miłość.

Przedstawiana na obrazach jako tuląca do serca baranka, św. Agnieszka zdaje się wręcz śpiewać z ich płócien. Śpiewać głosem oblubienicy prawdziwego Baranka. A jej pieśń jest pieśnią szczęścia płynącego ze spełnionej miłości: „Jam Umiłowanego mego, a mój Umiłowany jest mój” (Pnp 6,3) - na zawsze i na wieki.

I zaprasza nas nie tylko do zachwytu nad jej pieśnią, lecz także do podjęcia śpiewu.

 
Dzieło Biblijne


© Copyright Słowo Biblijne 2006. All rights Reserved. Made in quaint.pl