Dzieło Biblijne

Email Drukuj

Mirosław Rucki

Codziennik żywego Słowa

XXXI Tydzień zwykły

(30.10 - 5.11.2011)


Niedziela, 30 października 2011

„Czyńcie i zachowujcie wszystko, co wam polecą”

(Mt 23,1-12)
Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami:
Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.

Jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia, że Pan Jezus wraz z apostołami odcięli się od judaizmu jako takiego. W dzisiejszym czytaniu jednak pada jednoznaczne polecenie: stosować się do nauczania faryzeuszy, ale nie naśladować ich uczynków.

W czym jest problem z uczynkami faryzeuszy? Pan Jezus wskazuje na dwie rzeczy. Z jednej strony, faryzeusze sami nie robią tego, co słusznie nauczają, by ludzie robili. Z drugiej zaś strony, jeśli cokolwiek robią, to w celu przypodobania się ludziom, by im przyklaskiwano, by ich pozytywnie oceniano, by ich otaczano szacunkiem. Ani jednej, ani drugiej postawy nie wolno uczniom Jezusa naśladować.

Ale czy Jezus odciął się od nauczania uczonych żydowskich? Najwyraźniej nie. Pan Jezus wspomina o filakteriach (hbr. ?????? tfilin), przywiązywanych na czoło i na rękę w czasie modlitwy, ale nie twierdzi, że sam w sobie zwyczaj ich przywiązywania jest zły lub niewłaściwy. Zło zaczyna się wtedy, gdy Żyd powiększa filakterie i przejmuje się nie Panem Bogiem lub symboliką tfilin, tylko widownią – niech wszyscy zobaczą, jaki jestem pobożny, jakie mam wielkie filakterie! Pan Jezus wspomina o frędzlach (hbr. ????? cicit), ale nie twierdzi, że Żydzi źle zrozumieli intencję prawodawcy, i niepotrzebnie robią sobie ubrania z frędzlami. Jezus wskazuje tylko na to, że niektórzy Żydzi wydłużają sobie te frędzle, by inni widzieli i podziwiali. Pan Jezus wspomina o nabożeństwach w synagodze, ale nie uważa, że instytucja synagogi została zniesiona i zastąpiona czymś innym, i że Żyd nie powinien już chodzić do synagogi. Zwraca On uwagę na to, że źle robią ci, którzy przywiązują uwagę do zajmowanego w synagodze miejsca, domagając się podziwu i szacunku ze strony modlących się.

Trzeba przyznać, że Apostołowie, wychowani w tradycji judaizmu, nie wyrzekli się tej tradycji. Modlili się w synagogach i w Świątyni, zachowywali tradycyjną koszerną dietę i prawdopodobnie nawet nakładali tfilin oraz talit w czasie modlitwy. Dzięki pełnemu przestrzeganiu wszystkich żydowskich zwyczajów św. Paweł mógł co szabat głosić Chrystusa w synagogach i pozyskiwać dla Niego znaczną liczbę Żydów. O „żydowskim” zachowaniu żydowskich wyznawców Chrystusa świadczą również źródła rabiniczne. Jest w nich mowa o tym, że konieczne jest odczytywanie w synagodze „błogosławieństwa przeciwko odstępcom”, gdyż po klęsce powstania antyrzymskiego uznano żydowskich uczniów Chrystusa za odstępców (nie brali oni udziału w powstaniu). Po prostu był to jedyny sposób, w jaki można było odróżnić Żyda wierzącego w Jezusa od Żyda niewierzącego: wierzący Żyd nie mógł wypowiedzieć słów „przeciwko odstępcom”, czyli przeciwko sobie samemu. Dlatego każdego, kto popełniał błąd w tym miejscu, wyrzucano z synagogi.

Warto odnotować, że z dzisiejszego czytania nie wolno wnioskować, jakoby od swoich nieżydowskich wyznawców Jezus wymagał posłuszeństwa względem żydowskich nauczycieli i ich tradycji.

 

Poniedziałek, 31 października 2011

 

„Nieodwołalne dary i powołanie”

(Rz 11,29-36)
Dary łaski i wezwania Boże są nieodwołalne. Podobnie bowiem jak wy niegdyś byliście nieposłuszni Bogu, teraz zaś z powodu ich nieposłuszeństwa dostąpiliście miłosierdzia, tak i oni stali się teraz nieposłuszni z powodu okazanego wam miłosierdzia, aby i sami mogli dostąpić miłosierdzia. Albowiem Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać swe miłosierdzie. O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga! Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi! Kto bowiem poznał myśl Pana, albo kto był Jego doradcą? Lub kto Go pierwszy obdarował, aby nawzajem otrzymać odpłatę? Albowiem z Niego i przez Niego, i dla Niego [jest] wszystko. Jemu chwała na wieki. Amen.

Pierwsze czytanie jest jakby kontynuacją wczorajszego tematu – różnica między pogańskimi wyznawcami Chrystusa a Żydami Go odrzucającymi jest znacznie mniejsza niż nam się wydaje. Św. Paweł pokazuje, że nieposłuszeństwo stało się elementem zbawczego planu Bożego: wszyscy muszą przez nie przejść, i poganie, i Żydzi. Kiedy Izrael został wybrany przez Boga, poganie pozostawali obcymi, i Przymierze ich nie obejmowało. Teraz role się odwróciły, i poganie zostali objęci Nowym Przymierzem w Jezusie Chrystusie, zaś Żydzi jako naród nieposłusznie odrzucili to przymierze. Jednak Bóg ma zamiar „nad wszystkimi się zmiłować” – tak samo, jak nad poganami, tak i nad narodem Izraela po okresie nieposłuszeństwa.

Chcę przytoczyć jeden mały przykład nieodwołalnego daru, jaki ma Izrael, mimo że wciąż tego daru nie zauważa. W każdym modlitewniku Machzor na święta Pojednania (hbr. Jom Kippur) znajduje się dziwne wezwanie, którego ogół Żydów nie rozumie. W czasie trąbienia wymieniany jest Elijahu za”l oraz Jeszua sar hapanim (meta”tron). Pierwszy to jest nieżyjący już prorok Eliasz (skrót za”l oznacza „błogosławionej pamięci”), natomiast osobę drugiego rabini dokładnie nie potrafią opisać. Wyraz „Metatron” oznacza Kogoś siedzącego na tronie. Ten Jeszua Metatron jest Arcykapłanem w Niebiosach, jest Ukrytym Światłem, jest Księciem Oblicza Bożego (hebr. sar hapanim). To jest jedyna istota ludzka, która widziała oblicze Boga. Tyle wiedzą o Nim rabini.

Zupełnie oczywiste dla każdego chrześcijanina jest, że Metatron może być tylko tym Jezusem (hbr. Jeszua), którego my wyznajemy jako Arcykapłana i Syna Bożego. Pochylmy się więc nad tą wielką tajemnicą Bożego powołania: nieposłuszny Izrael wzywa imienia Jezusa Chrystusa nawet wtedy, kiedy trwa w niewoli nieposłuszeństwa (Rz 11,32).


Wtorek, 1 listopada 2011

Osiem błogosławieństw

(Mt 5,1-12a)
Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy /ludzie/ wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie.

Pan Jezus wystąpił przed tłumem Żydów jako rabin żydowski ze swoją „mową programową” – kazaniem na górze. Mowa ta zaczyna się od ośmiu błogosławieństw.

W sensie żydowskim Jezus nie wypowiada błogosławieństw (brachot ????? ). Brachot oznaczają w tradycji żydowskiej modlitwy wdzięczności i uwielbienia dla Boga z powodu jakiegoś konkretnego dobrodziejstwa – otrzymanego jedzenia, ujrzanego cudu, usłyszanej dobrej lub złej wiadomości, nadejścia czasu święta i wielu innych rzeczy. Każde błogosławieństwo zaczyna się słowami: „Błogosławiony jesteś Panie, Boże nasz, królu wszechświata, który...” Przykładowo, Jezus odmówił typowe żydowskie błogosławieństwo „przed spożyciem chleba” (?????? hamoci) w Mt 26,26, Łk 9,16 oraz Łk 24,30.

Greckie słowo ???????? odpowiada raczej hebrajskiemu aszrej ???? , tłumaczonemu zazwyczaj jako ‘szczęśliwy’: „szczęśliwy mąż” (Ps 1,1), „szczęśliwy lud” (Ps 144,15). Zatem makaryzmy należy raczej odczytywać jako paradoksalną prezentację: człowiek, znajdujący się w sytuacji „nie do pozazdroszczenia” jest nazywany przez Jezusa szczęśliwym.

5,3 „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie”. Użyto tutaj zwrotu ?????? ?? ????????; wyraz ptochos opisuje człowieka, któremu brakuje nawet tego, co najpotrzebniejsze do życia. To właśnie taki człowiek jest całkowicie zależny od Pana Boga, powierza się Jego opiece. Wyrażenie „ubodzy w duchu” występuje w Biblii tylko raz, właśnie w Ewangelii Mateusza. Łk 6,24 mówi tylko o „ubogich”. Ubodzy duchem są przeciwieństwem samowystarczalnych pyszałków.

Pisma z Qumran zawierają wyrażenie, odpowiadające pierwszemu błogosławieństwu: hbr. anwe ruach ???? ??? . Dokument, nazywany Reguła wojny (rękopis 1QM) używa tego wyrażenia jako przeciwieństwa do „zatwardziałych serc”. Podobne wyrażenie, ruach anawa ??? ???? (hbr. ‘duch pokory’) pojawia się w qumrańskim dokumencie, opisującym regułę zgromadzenia. Najwyraźniej pojęcie to związane jest ze starotestamentowym anawim ????? ‘ubodzy’, którzy nie posiadając nic swojego są uzależnieni od Boga. Natomiast pojęcie „królestwo niebieskie” lub „królestwo Boże” nie występuje w Starym Testamencie. Znajduje ono swoje źródło w ogólnej tendencji późnego judaizmu, aby unikać werbalnych stwierdzeń, dotyczących Boga. Zastępowano konkretne wyrazy zwrotami abstrakcyjnymi; zamiast mówić „Pan jest królem” stosowano formułkę „królestwo niebieskie”. Typowo Mateuszowe wyrażenie zatem nie jest rzeczywistością różna od Boga, lecz mówi o Nim samym[1].

5,5 „cisi odziedziczą ziemię” – w kontekście Ps 37,11 można rozumieć, że Jezus uważa za szczęśliwych ludzi, którzy nie chwytają za broń i nie walczą o swoje prawa, ponieważ właśnie tacy ludzie będą ostatecznie mieszkać szczęśliwie na Ziemi Izraela.

5,9 „czyniący pokój” – w pismach rabinicznych czynić pokój oznacza przede wszystkim działać na rzecz pojednania osób, które są w konflikcie. Takie jest główne znaczenie tego błogosławieństwa.

Poniżej cytuję, w jaki sposób rabbi J. Neusner[2] odbiera „osiem błogosławieństw”:

 

Stoję tam, słyszę słowa, które mnie poruszają, słucham uważnie. Już pierwsze słowa Jezusa zdobywają moje zaufanie. Jezus rozpoczyna głoszenie ewangelii o królestwie od przesłania, którego nie może pominąć żaden uczeń Mojżeszowej Tory: „błogosławieni ubodzy w duchu, ponieważ do nich należy królestwo niebios; błogosławieni cisi, ponieważ oni odziedziczą ziemię” (Mt 5,3). Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5,6-9). Nie mogę sobie wyobrazić, by ktoś zakwestionował takie nauczanie, bo przecież jest ono objęte obietnicą Tory: „kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim”.

Ale w kontekście, podanym przez Mateusza, co następuje? „Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami” (Mt 5,11-12). Dlaczego ktoś miałby prześladować uczniów człowieka, błogosławiącego czystego serca, ubogich w duchu i czyniących pokój? Ale teraz uwaga Jezusa odsuwa się od ubogich w duchu, płaczących, cichych, łaknących i pragnących sprawiedliwości, oraz miłosiernych i koncentruje się na „was”. To zaczyna być niepokojące, dlatego słucham z jeszcze większym zainteresowaniem. Wyczuwam cos kontrowersyjnego, ale nie widzę, jaki jest tego powód. „Wy” przestaje oznaczać nas wszystkich, Żydów, dzisiejszych członków wiecznego Izraela, stojących tutaj, i zaczyna oznaczać tylko tych, kto jest prześladowany „ze względu na mnie”. Nic w nauczaniu mistrza nie wygląda na coś, czego nie mógłbym przyjąć, wręcz odwrotnie, Tora wielokrotnie daje pierwszeństwo płaczącym, cichym, pragnącym i łaknącym sprawiedliwości. Tora uczy nas, byśmy okazywali miłosierdzie. Nic więc w tym nauczaniu nie tłumaczy mi powodu, dlaczego idąc za tym właśnie nauczycielem miałbym narazić się na prześladowania.

Dodatkowo słyszę zapewnienie, które umacnia mnie w moich przekonaniach: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić”. To wszystko musi oznaczać, że jeżeli nastąpi odrzucenie i prześladowania, będzie tak nie dlatego, że słowa, które słyszę od niego, są w konflikcie z tym, co usłyszałem na Synaju.

Skąd więc mają nadejść prześladowania, dlaczego pojawia się to pocieszenie na wypadek cierpienia z jego powodu? Tak naprawdę jednak ten mędrzec na górze sam definiuje powód do prześladowań. Kontrast pomiędzy przesłaniem synajskim a tym, co usłyszałem dzisiaj, jest wyraźnie zauważalny. Powiedziano mi, że mam oczekiwać, iż usłyszę coś nowego, oryginalnego, przewyższającego cokolwiek, co było dotąd – torę, która jednak pozostaje w zgodzie z Torą objawioną przez Boga Mojżeszowi na Synaju. Mędrzec postawił sobie wartościowe wyzwanie, któremu musiał sprostać każdy mędrzec w każdym pokoleniu: przyjąć całą doskonałą tradycję i przekazać ją dalej bez zniekształceń, ale z taką samą mocą. Postępując tak, każdy mędrzec zajmuje należyte sobie miejsce w łańcuchu tradycji, zapoczątkowanej na Synaju.

 

Żyd jest przyzwyczajony umierać za Torę i cierpieć za nią prześladowania. Jezus, mówiąc o „prześladowaniach ze względu na Mnie”, stawia siebie na miejscu Tory. W tym kontekście zapowiedź prześladowania „ze względu na Mnie” jest dla rabina Neusnera jednoznaczną deklaracją Jezusa: „Nie jestem ani zwykłym nauczycielem żydowskim, ani prorokiem. Ja jestem ponad Torą”.

 

Środa, 2 listopada 2011

Człowiek dobry i sprawiedliwy

(Łk 23,44-46.50.52-53;24,1-6a)
Było już około godziny szóstej i mrok ogaranął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha. Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. W pierwszy dzień tygodnia poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał.

Czasami możemy mieć fałszywe wrażenie, że żydowskie otoczenie Pana Jezusa w czasie Jego ziemskiego życia było skrajnie wrogie Mu, i składało się z samych obłudników i legalistów. W dzisiejszym czytaniu pojawia się „człowiek dobry i sprawiedliwy”, który był członkiem Wysokiej Rady – Sanhedrynu.

Sanhedryn był instytucją powołaną do życia po niewoli babilońskiej, kiedy zabrakło w Izraelu proroków. Nikt nie odważył się już rozstrzygać autorytatywnie żadnej sprawy religijnej bez narady z innymi. Dlatego zwołano siedemdziesięcioosobowy Sanhedryn, który miał rozstrzygać wszystkie sporne kwestie judaizmu. Warto odnotować, że decyzje podejmowano na drodze głosowania; podobno ani razu się nie zdarzyło, by wszyscy zagłosowali jednakowo.

Niesławna decyzja skazania Pana Jezusa również została podjęta przez Sanhedryn na drodze głosowania – większość uległa naciskom i osądziła Jezusa wbrew zasadom, bez dokładnego przesłuchania oskarżonego i świadków, bez zgromadzenia i rozpatrzenia materiałów dowodowych. Nic dziwnego, że znaleźli się w nim normalni ludzie, którzy sprzeciwiali się tej decyzji. Jednak rabbi Josef z Ramataim (Józef z Arymatei) był więcej niż normalny. Był „dobry i sprawiedliwy”.

Żadna Ewangelia nie używa takiego określenia w odniesieniu do jakiegokolwiek człowieka poza Józefem z Arymatei. nawet św. Józef, mąż Maryi, został nazwany jedynie „sprawiedliwym” (Mt 1,19), a starzec Symeon „sprawiedliwym i pobożnym” (Łk 2,25).

Co oznaczało pojęcie „sprawiedliwy” w Izraelu? Oznaczało ono posłuszeństwo Bogu. W oderwaniu od Bożego Prawa żaden człowiek nie mógł być sprawiedliwy. Dopiero ten, kto respektował Boże Słowo w każdej dziedzinie swojego życia, mógł być nazwany sprawiedliwym. Zatem określenie „sprawiedliwy i pobożny” w przypadku starca Symeona oznaczało dwa aspekty tej samej rzeczywistości. Natomiast „dobry” w odniesieniu do Józefa z Arymatei oznacza coś innego. Dobry (hbr. ??? tow) jest ten, kto okazuje miłość i współczucie względem bliźniego.

Dlaczego Józef z Arymatei został nazwany dobrym i sprawiedliwym? Ponieważ tego dnia zrobił dwie rzeczy: najpierw opowiedział się po stronie Jezusa w głosowaniu nad Jego wyrokiem, a potem okazał miłosierdzie udostępniając Mu swój prywatny grobowiec. Stając po stronie Jezusa Józef osiągnął sprawiedliwość w oczach Boga, podobnie jak Abraham, który uwierzył (Rz 4,9). Usprawiedliwienie bowiem można osiągnąć jedynie „przez wiarę, niezależnie od pełnienia nakazów Prawa” (Rz 3,28). Z tego usprawiedliwienia jednak coś musi wynikać – mianowicie, miłość bliźniego, jak napisano: „Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi” (1Jana 4,20). W przypadku Józefa z usprawiedliwienia wynikało pragnienie niesienia pomocy ludziom, pokrzywdzonym z powodu niesprawiedliwego wyroku.

Nam jest łatwiej – dzisiaj wiemy, że Jezus zmartwychwstał i udowodnił swoją Boskość. Tym bardziej musimy się starać, by z naszego opowiedzenia się po stronie Jezusa wynikała chęć niesienia pomocy innym, zwłaszcza tym, którzy cierpią z powodu ludzkiej niesprawiedliwości. Zwłaszcza tym, którzy cierpią dla imienia Jezusa...

 

Czwartek, 3 listopada 2011

„Przyjmuje grzeszników i jada z nimi”

(Łk 15,1-10)
Zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata z domu i nie szuka staranne, aż ją znajdzie. A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam. Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca.

Uczciwe przeczytanie zarzutu, jaki postawili faryzeusze Jezusowi, zmusza nas do przyznania im racji. Każdy wie, że „z kim przestajesz, taki się stajesz”. Wyobraźmy sobie księdza, który regularnie chodziłby do domu publicznego lub do knajpy. Czyż nie bylibyśmy zgorszeni? Czyż nie domagalibyśmy się słusznie, by przestał tam chodzić? Dokładnie tak samo zareagowali faryzeusze.

Warto jednak zauważyć jeden szczegół, który się pojawia w tekście. Jezus nie chodził po burdelach i spelunach, zabawiając się z grzesznikami. On przyjmował grzeszników, którzy porzucali swój styl życia i przychodzili do Niego. To jest niezmiernie ważne: gdyby oni przychodzili do Jezusa szukając aprobaty dla swojego grzesznego stylu życia, na pewno nie znaleźliby jej. Ale oni przychodzili pełni skruchy, szukając miłosierdzia i pojednania z Bogiem, i dlatego Pan Jezus ich przyjmował i zapraszał do swojej uczty – która miała być przedsmakiem przyszłej wielkiej imprezy w Niebie.

Uczmy się więc od Jezusa odróżniać grzech od grzesznika, nienawidzić grzech i kochać grzesznika, odcinać się od grzechu i przyjmować grzeszników. Jezus tak czyni, i od nas oczekuje, byśmy tak czynili.

 

Piątek i sobota, 4 i 5 listopada 2011

Oszust zyskał pochwałę?

(Łk 16,1-8)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą. Na to rządca rzekł sam do siebie: Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu. Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: Ile jesteś winien mojemu panu? Ten odpowiedział: Sto beczek oliwy. On mu rzekł: Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt. Następnie pytał drugiego: A ty ile jesteś winien? Ten odrzekł: Sto korcy pszenicy. Mówi mu: Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości.

(Łk 16,9-15)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy /wszystko/ się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków. Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze? żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie. Słuchali tego wszystkiego chciwi na grosz faryzeusze i podrwiwali sobie z Niego. Powiedział więc do nich: To wy właśnie wobec ludzi udajecie sprawiedliwych, ale Bóg zna wasze serca. To bowiem, co za wielkie uchodzi między ludźmi, obrzydliwością jest w oczach Bożych.

Ta przypowieść może nam się wydawać gorsząca – jak może Bóg chwalić kogoś, kto ewidentnie oszukał? Jednak nie chodzi o oszustwo, tylko o zrozumienie, do kogo co należy, i co się naprawdę liczy.

Zarządca dóbr symbolizuje w tej przypowieści każdego człowieka, ponieważ każdy z nas żyje w świecie, stworzonym przez Boga i należącym do Boga. My jedynie zarządzamy tym, co Bóg stworzył, i korzystamy z tego. Oskarżenie o „trwonienie majątku Pana” oznacza, że korzystamy z dóbr Bożego świata w sposób niewłaściwy. Na czym polega niewłaściwość? Na tym, że czynimy to egoistycznie, myśląc o sobie, a nie o bliźnim czy o przyszłych pokoleniach.

Jaka zmiana nastąpiła w zachowaniu zarządcy? Zaczął on korzystać z powierzonych mu dóbr w sposób właściwy, myśląc o innych ludziach i zyskując sobie ich przyjaźń. W przypowieści wygląda to tak, jakby zarządca zaczął jeszcze bardziej trwonić majątek swego pana, jednak w naszej rzeczywistości musimy wiedzieć, że Bogu właśnie o to chodzi, byśmy korzystali ze wszystkiego dla dobra innych ludzi. Właśnie taka jest wola Boga: to, co mi powierzono, powierzono mi nie ze względu na mnie, tylko ze względu na ludzi, którym mogę służyć. To moje służenie pomaga budować relacje miłości.

I właśnie to naprawdę się liczy.



[1] Ks. S. Witkowski, Nowa jakość Życia – Kazanie na Górze. Wyd. „La Salette”, Kraków 2004, s. 19-21.

[2] J. Neusner, A Rabbi Talks with Jesus. McGill-Queen’s University Press, London 2000.

 

 

 
Dzieło Biblijne


© Copyright Słowo Biblijne 2006. All rights Reserved. Made in quaint.pl