Dzieło Biblijne

Email Drukuj

Ks. Rajmund Pietkiewicz
PWT Wrocław

 

„Dlatego to mężczyzna opuszcza swego ojca i matkę i łączy się ze swoją żoną”

Biblijne przesłanie o powołaniu do życia w małżeństwie i rodzinie [1]

 

Mówiąc o „powołanych”, mamy na ogół na myśli osoby duchowne, siostry zakonne lub księży ubranych w habity czy sutanny. Nasze pojęcie o powołaniu wyraża się choćby w często słyszanym wezwaniu do modlitwy: „Módlmy się o nowe powołania!” lub w docierającym z zachodniej Europy narzekaniu na brak powołań. Bardzo często, mówiąc w ten sposób, nie musimy dodawać, do czego są to powołania, gdyż większość z nas świetnie rozumie, że chodzi tu o powołania do kapłaństwa lub jakiejś formy życia konsekrowanego. Czy jednak pojawiające się w kontekście wiary pojęcie powołania ogranicza się tylko do wezwania do tej szczególnej formy służby Bogu i ludziom w Kościele?

 

Kościół w swoim nauczaniu traktuje sprawę powołania o wiele szerzej. I tak na przykład w Katechizmie Kościoła Katolickiego możemy przeczytać o „powołaniu chrześcijańskim” (nr 863), czyli do „pójścia za Jezusem” (nr 2232), o „powołaniu do życia wiecznego” (nr 1998 i 2820), o „powołaniu jako dzieci Bożych” (nr 2226), o „powołaniu ludzkim” (nr 1886; por. nr 1962), o „powołaniu ludzi świeckich” (nr 898 i 2442), o „powołaniu do małżeństwa” (nr 1603), „do rodzicielstwa” (nr 2369) oraz o tym, że „w zamyśle Bożym mężczyzna i kobieta są powołani do czynienia sobie ziemi poddaną (Rdz 1,28) jako zarządcy Boży” (nr 373). Katechizm mówi oczywiście także o „powołaniu duchownym” (nr 1656).

 

Kościół podkreśla, że każde powołanie „pochodzi od Boga” (nr 2232), a więc jest wyrazem wyjątkowej relacji istniejącej między człowiekiem a Bogiem, Stwórcą i Zbawicielem, który powołując człowieka do istnienia, wyznaczył mu odpowiednie cele. Są one wpisane w naturę ludzką, a ich najgłębsze korzenie tkwią w akcie stwórczym. Stąd nauczając o powołaniu ludzi do miłości, małżeństwa i rodzicielstwa, Kościół odwołuje się przede wszystkim do biblijnych opisów stworzenia człowieka, z których odczytuje naturę ludzkiego powołania (zob. np. nr 373, 1603, 2085, 2331n, 2392).

Sięgnijmy więc do owych opisów (Rdz 1,26-31; 2,18-25)[2] i odkryjmy na nowo biblijne przesłanie o powołaniu człowieka do życia w małżeństwie i rodzinie, wyprowadzając z niego kilka wniosków pastoralnych przydatnych w formacji osób przygotowujących się do zawarcia małżeństwa oraz w duszpasterstwie małżonków.


1. Godność człowieka

Biblijne narracje o stworzeniu znajdujące się w Księdze Rodzaju na wiele sposobów przekazują przesłanie o wyjątkowej godności człowieka. Pierwsza z nich (Rdz 1,1 – 2,3) wyraźnie mówi o stworzeniu człowieka w ostatnim dniu stwórczej aktywności Boga. Człowiek jest więc koroną stworzenia. Druga (Rdz 2,4-25) rozpoczyna się od opisu stworzenia pierwszego człowieka – w ten sposób Bóg wprowadza na scenę głównego aktora dziejów, a wszystko inne zostaje stworzone dla niego.

Od dawna czytelników Biblii dziwiło użycie w Rdz 1,26 form liczby mnogiej: „uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam”[3]. Jest to prawdopodobnie tzw. pluralis deliberationis, „czyli liczba mnoga namysłu, forma stylistyczna wyrażająca naradę z samym sobą”[4]. Jej zastosowanie po raz pierwszy w tym miejscu nadaje wypowiedzi formę uroczystą, która podkreśla godność stwarzanych istot. Powołując do istnienia inne rzeczy, Bóg posłużył się formą bezosobową „Niech się stanie!”. Decyzja stworzenia człowieka jest jednak przedmiotem szczególnej Bożej refleksji. Bóg mówi osobowo: „uczyńmy!”. A zatem człowiek przewyższa wszystkie inne istoty stworzone przed nim.

O ludzkiej godności świadczy także stworzenie człowieka jako jedynego bytu „na obraz, na podobieństwo” Boga (Rdz 1,26-27)[5]. Nie bez znaczenia jest tu także hebrajskie słowo bara – ‘stworzył’. W Biblii jest ono stosowane tylko w odniesieniu do Boga, oznacza więc, że stworzenie jest wyłącznym aktem Stwórcy, który chciał powołać świat do istnienia. W pierwszym opisie słowo to dwa razy odnosi się do całego stworzenia (Rdz 1,1; 2,3), raz do zwierząt morskich i latających (Rdz 1,21). W stosunku do człowieka autor natchniony powtarza to słowo aż trzy razy, i to w tym samym zdaniu: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1,27)[6].

 

Przesłanie o godności człowieka stanowi fundament antropologii biblijnej. Godność ta stanowi przyczynę i cel każdego powołania ludzkiego, również powołania do życia w małżeństwie i w rodzinie. Naruszenie w jakikolwiek sposób ludzkiej godności stanowi akt wymierzony przeciwko samemu Bogu (por. Am 2,7; 1 J 4,20).


 

2. Człowiek – osoba posiadająca ciało

Umieszczone w opisach stworzenia słowo „człowiek” to po hebrajsku adam (np. Rdz 1,26.27; 2,5.7). Oznacza ono tutaj rodzaj ludzki. Józef Flawiusz uważał, że pochodzi ono od rdzenia, który znaczy ‘być czerwonym’ i wiązał go z innym rzeczownikiem – adama, czyli ‘gleba’, ‘ziemia’, która na Bliskim Wschodzie często ma czerwony odcień[7]. W ten sposób autor natchniony wskazuje na cielesną, czyli związaną z ziemią naturę człowieka.

 

Jeszcze mocniej podkreśla to drugi opis stworzenia, w którym Bóg niczym garncarz lepi pierwszego z ludzi z „prochu ziemi” (Rdz 2,7).

 

Człowiek jednak, choć jest cielesny, ma w sobie coś, co pochodzi od Boga: według Rdz 1,26-27 jest to „obraz”, „podobieństwo” do Stwórcy, a według Rdz 2,7 – „tchnienie życia”. Istota ludzka jest w pewnym sensie pośrednikiem między tym, co cielesne i materialne, a tym, co boskie. Obraz, podobieństwo do Boga ma się wyrażać przede wszystkim przez kreatywne siły złożone w człowieku, za pomocą których będzie on kontynuować dzieło stwórcze, przekazując życie, panując nad stworzeniem i przekształcając świat według swych potrzeb (Rdz 1,26.28).

Po stworzeniu pierwszych ludzi Bóg zwraca się do nich w sposób bezpośredni: „Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się […]»”. Po raz pierwszy w opisach stworzenia pojawia się tu zwrot: „mówiąc do nich”. Bóg, który jest osobą, nawiązuje osobową relację z ludźmi. Nosząc w sobie Boży obraz, ludzie są również zdolni do nawiązywania relacji między sobą[8].

 

Każde działanie człowieka musi wypływać z jego cielesności oraz z charakteru osobowego. Dotyczy to również wypełnienia powołania do życia w małżeństwie realizowanego poprzez zjednoczenie cielesne, które obok potrzeb fizycznych i prokreacyjnych musi zaspokajać także potrzeby osobowe: miłość, poczucie wzajemnego oddania budujące więź, poczucie bezpieczeństwa oraz duchowej jedności. Pożycia małżeńskiego nie wolno ograniczać jedynie do aktu fizycznego, zapominając o jego funkcji w budowaniu i umacnianiu relacji międzyosobowej małżonków.

 

 

3. Człowiek to „mężczyzna” i „niewiasta”


„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1,27b). W dosłownym przekładzie z języka hebrajskiego tekst ten brzmi: „I stworzył Bóg człowieka na obraz swój, na obraz Boga stworzył go: mężczyzną i niewiastą stworzył ich”.

 

Warto zwrócić uwagę na ciekawe rozróżnienie zaimków w liczbie pojedynczej i mnogiej: liczba pojedyncza w zwrocie „stworzył go” podkreśla jedność rodzaju ludzkiego pojmowanego kolektywnie; liczba mnoga w wyrażeniu „mężczyzną i niewiastą stworzył ich” wskazuje na istnienie dwóch płci, męskiej i żeńskiej, które będąc równe sobie pod względem człowieczeństwa, razem tworzą to, co Biblia nazywa adam, czyli rodzaj ludzki (Rdz 5,2; por. KKK 2331).

Równość między mężczyzną i kobietą podkreśla także drugi opis stworzenia. Gdy mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, Bóg „wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny, mężczyzna powiedział: «Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała»” (Rdz 2,21-23). Bóg stwarza więc niewiastę z kości mężczyzny. Wyrażenie „być czyjąś kością i czyimś ciałem” było w Biblii stosowane jako synonim pokrewieństwa i przynależności do tego samego rodu (zob. Rdz 29,14; Sdz 9,2; 2 Sm 5,1; 19,13). Słowo „kość” występuje w Biblii także w znaczeniu metaforycznym jako określenie całej osoby ludzkiej (zob. Prz 3,7-8; 14,30; 15,30; 16,24). Kobieta jako człowiek jest więc odbiciem mężczyzny i podobnie jak on jest osobą[9]. Podobnie jak członkowie tego samego rodu są sobie równi, tak kobieta jest równa mężczyźnie.

Równość między mężczyzną a kobietą oddaje także gra dalszych słów wypowiedzianych przez mężczyznę: „Ta będzie się zwała niewiastą (iszsza), bo ta z mężczyzny (isz) została wzięta” (Rdz 2,23). W języku hebrajskim słowa „niewiasta” i „mężczyzna” są oddane przez dwa podobnie brzmiące terminy: iszsza i isz. Słuchając tego tekstu w oryginale, ma się wrażenie, że chodzi tu o to samo słowo (choć w rzeczywistości pochodzą one od różnych rdzeni), które raz przybiera formę żeńską (końcówka -a w języku hebrajskim oznacza rodzaj żeński), a raz męską). Nazwa w Biblii wyraża rolę nadaną przez Boga danej rzeczy czy osobie, co tym samym określa jej naturę, misję, sposób działania i miejsce w świecie[10]. Kobieta i mężczyzna są więc dwiema osobami, równymi reprezentantami rodzaju ludzkiego, z tym że różnią się pod względem płci.

 

Staropolskie przekłady Pisma Świętego starały się oddać tę grę słów. Jan Nicz Leopolita w swoim przekładzie Biblii (1561 r.) ma w tym miejscu „mężysta”, tłumacze Biblii brzeskiej (1563 r.) słowo iszsza tłumaczą jako „mężatka”, Szymon Budny (1572) oddaje je przez „mężata”, Jakub Wujek (1599 r.) przez „mężyna”, a Biblia gdańska (1632) idzie w tym miejscu za Biblią brzeską.

 

Terminy hebrajskie isz i iszsza oznaczają także ‘męża’ i ‘żonę’, co pokazuje, że autor natchniony widział podstawę relacji małżeńskiej w równości i zarazem odmienności mężczyzny i kobiety. Bóg nie tylko stworzył mężczyźnie kobietę, ale mężowi żonę, a zatem ich wzajemna relacja i więź mają zakorzenienie w stwórczym działaniu Boga.

 

Objawiona tu dwojaka pod względem płci natura rodzaju ludzkiego ma fundamentalne znaczenie dla realizacji powołania małżeńskiego: „Powołanie do małżeństwa jest wpisane w samą naturę mężczyzny i kobiety, którzy wyszli z ręki Stwórcy” (KKK 1603). Relacja małżeńska jest możliwa zarówno dzięki równości mężczyzny i kobiety, jak i ich odmienności: „Płciowość wywiera wpływ na wszystkie sfery osoby ludzkiej w jedności jej ciała i duszy. Dotyczy ona szczególnie uczuciowości, zdolności do miłości oraz prokreacji i – w sposób ogólniejszy – umiejętności nawiązywania więzów komunii z drugim człowiekiem” (KKK 2332).

 

 

4. Powołani do wspólnoty i miłości


Stworzenie człowieka jako mężczyzny i kobiety zakłada relację, która musi opierać się z jednej strony na równości wypływającej z faktu bycia człowiekiem, a z drugiej na odmienności wynikającej z płci.

 

W drugim opisie stworzenia Bóg mówi: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc” (Rdz 2,18). Poszukiwanie przez Boga pomocy dla mężczyzny ukazuje, że człowiek jako osoba musi wchodzić w relację z drugą osobą ludzką. Człowiek ze swej natury jest istotą społeczną, która żyje we wspólnocie. Pomocą dla mężczyzny nie mogą być zwierzęta, gdyż nie są mu one równe. Mężczyzna panuje nad światem zwierzęcym, co wyraża idea nadawania im imion (Rdz 2,19-20).

 

Biblijne opisy odmienności płci wyraźnie podkreślają fundamentalny dla całej ludzkości charakter relacji między mężczyzną i kobietą, relacji, która wiąże się z prokreacją i czynieniem sobie ziemi poddaną. Zniszczenie tej relacji lub próba zastąpienia jej relacją osób tej samej płci jest sprzeczne z naturą i uniemożliwia realizację podstawowego powołania człowieka do miłości (KKK 2392).

Stworzenie człowieka jako mężczyzny i niewiasty zakłada możliwość powstania między nimi relacji miłości. „Bóg jest miłością i w samym sobie przeżywa tajemnicę osobowej wspólnoty miłości. Stwarzając człowieka na swój obraz […], Bóg wpisuje w człowieczeństwo mężczyzny i kobiety powołanie, a więc zdolność do miłości i wspólnoty oraz odpowiedzialność za nie” (KKK 2331)[11]. Biorąc swój początek w działaniu Stwórcy, małżeństwo ze swej natury przejawia więc strukturę sakramentalną – miłość między małżonkami jest znakiem miłości Boga do człowieka, Jego przymierza, które zawarł z ludźmi[12]. Jest także znakiem stwórczej mocy Boga [13].

W Rdz 2,21 autor natchniony opowiada, iż stwarzając niewiastę, „Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie”. Sen jest tu symbolem tajemnicy oraz poddania się człowieka działaniu Boga[14]. Mężczyzna nie może widzieć, w jaki sposób jest stwarzana niewiasta, stąd będąc dla niego „odpowiednią pomocą”, stanowi zarazem tajemnicę.

 

Człowiek jest tajemnicą, ponieważ jest osobą. Tak trudno jest poznać samego siebie! Nie da się też nigdy poznać do końca drugiej osoby. Takie pełne poznanie możliwe jest tylko dla Boga Stwórcy (zob. Ps 139). Tajemnica osoby objawia się szczególnie w relacji między mężczyzną a kobietą. Odmienność płci sprawiająca, że kobieta i mężczyzna uzupełniają się wzajemnie, jest także źródłem odmienności fizycznej i psychicznej. Związana z tą odmiennością tajemnica, dobrze przeżywana, stanowi czynnik budujący jedność między małżonkami. Bierze się ona już z samej ludzkiej ciekawości, fascynacji tym, co odmienne i tajemnicze. Relacja między mężczyzną i kobietą może się stać trwającą całe życie przygodą odkrywania i poznawania drugiej osoby. Oczywiście ta tajemniczość może się okazać także źródłem napięć, gdy po latach małżonkowie odkrywają w sobie coś, co budzi ich zniechęcenie i zawód: zdolność do zdrady, kłamstwa, nienawiści, żądzę posiadania. Wszystkie bowiem sfery ludzkiej egzystencji zostały skażone przez grzech, który dotknął również tajemnicy ludzkiej osoby.

Stworzenie człowieka „na obraz”, „na podobieństwo” Boga (Rdz 1,26.27) podkreśla nasze pokrewieństwo z Bogiem wyrażające się w Bożym synostwie. Tych samych słów autor natchniony używa, gdy mówi o pochodzeniu potomstwa od prarodzica: „Gdy Bóg stworzył człowieka, na podobieństwo Boga stworzył go; stworzył mężczyznę i niewiastę, pobłogosławił ich i dał im nazwę «ludzie», wtedy gdy ich stworzył. Gdy Adam miał sto trzydzieści lat, urodził mu się syn, podobny do niego jak jego obraz, i dał mu na imię Set” (Rdz 5,2-3). Nie oznacza to oczywiście podobieństwa fizycznego, ale że „wielkość, potęga, mądrość, dobroć, piękno, świętość i inne doskonałości Stwórcy znalazły w jakiejś mierze odzwierciedlenie w człowieku jako Jego obrazie”[15].

W tym kierunku idzie patrystyczna interpretacja tekstu z Rdz 1,26a: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam”. Ojcowie Kościoła w zastosowanej tu liczbie mnogiej widzieli aluzję do tajemnicy Trójcy Świętej[16]. Stworzenie człowieka „na Nasz obraz, podobnego Nam” interpretowali tak, że byt ludzki podobnie jak Bóg potrafi wchodzić w osobową relację miłości z drugim. Ta tradycyjna interpretacja stanowi bardzo dobrą punkt wyjścia, aby ukazać powołanie człowieka do życia we wspólnocie, jaką jest również oczywiście małżeństwo i rodzina. Taka interpretacja przyjmowana jest również przez niektórych komentatorów współczesnych[17].

 

Relacja między mężem i żoną jest tak silna, że staje się ważniejsza nawet od relacji między dziećmi a rodzicami: „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2,24).

 

Prawda ta ma ogromne znaczenie pastoralne: najważniejszą ludzką osobą w życiu żonatego mężczyzny jest jego żona, a nie np. matka. Podobnie ma się rzecz z relacją między rodzicami i dziećmi. Z Bożego ustanowienia najważniejszą ludzką osobą w życiu kobiety i mężczyzny jest zawsze współmałżonek. Relacja między mężem i żoną ma więc charakter fundamentalny. Z powodu ludzkich słabości i niedoskonałości zdarza się, że relacja między mężem i żoną zostaje zagrożona, np. przez relację między mężem a jego matką. W takiej sytuacji mężczyzna powinien zawsze stawać w obronie relacji ze swoją żoną (co nie zawsze jest równoznaczne ze stawaniem po stronie żony).

 

W małżeństwach przeżywających kryzys można również zaobserwować osłabienie więzi między małżonkami, która jest w pewien sposób rekompensowana przez relację np. między matką a dziećmi. Również i ta sytuacja nie jest poprawna, gdyż los dzieci i ich harmonijny rozwój zależy przede wszystkim od dobrej relacji między małżonkami. Zresztą po okresie wychowania dzieci przez rodziców dzieci odchodzą z domu rodzinnego, zakładają własne małżeństwa i w ten sposób „opuszczają ojca swego i matkę swoją”. Opuszczenie małżonków przez dzieci może nastąpić także w wyniku ich śmierci, są także małżeństwa, które na skutek różnych przyczyn nie wydały na świat potomstwa. Te sytuacje jeszcze bardziej eksponują znaczenie fundamentalnej relacji między mężem i żoną, która nie traci swojego sensu nawet w przypadku bezdzietności lub utraty potomstwa.

 

Fundamentalny charakter relacji małżeńskiej wyraża się także w nierozerwalnym charakterze związku małżeńskiego. Małżonkowie łączą się ze sobą i „stają się jednym ciałem”. Prawda ta pochodzi wprost z Bożego Objawienia i żaden ludzki autorytet nie jest w stanie jej zmienić (por. Mt 19,6).

 

 

5. Powołani do płodności i panowania nad światem


„Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 1,28; por. 1,26b). Zauważmy, że nakaz rozmnażania się i czynienia sobie ziemi poddaną został skierowany w jednakowy sposób do mężczyzny i niewiasty, którzy stanowią nierozerwalną wspólnotę i oboje są adresatami tego nakazu. Pełna realizacja powołania człowieka jest więc możliwa we wspólnocie obejmującej mężczyznę i kobietę. Obie strony muszą być twórcze, choć każda na swój sposób. Odnosi się to zarówno do nakazu rozmnażania, jak i panowania nad stworzeniem.

 

Realizacja ludzkiego powołania do życia w małżeństwie i rodzinie, realizowanego we wspólnocie mężczyzny i kobiety poprzez ich płodność oraz zdolność przekształcania świata, jest również ich misją: jeśli są oni „obrazem” Boga, to również ich działania są „obrazem” stwórczego działania Boga. W ten sposób „objawienie powołania człowieka i prawdy o nim wiąże się z objawieniem się Boga. Człowiek jest powołany, by ukazywać Boga przez swoje działanie, gdyż został stworzony «na obraz i podobieństwo Boże»” (KKK 2085). W opisach stworzenia ponownie odnajdujemy źródło nauczania Kościoła o małżeństwie jako sakramencie, czyli widzialnym znaku kryjącym w sobie niewidzialną, boską rzeczywistość (por. Ef 5,21-33).

 

Nakaz rozmnażania się i czynienia sobie ziemi poddaną został przypieczętowany Bożym błogosławieństwem, co wyraża Bożą pomoc, asystencję i akceptację dla ludzkich działań podejmowanych w ramach otrzymanego nakazu. Ludzka praca, panowanie człowieka nad światem oraz przekazywanie życia są wyrazem owego błogosławieństwa i powinny być źródłem radości i pokoju. Istniejąca tu harmonia może zostać jednak zaburzona, gdy ludzkie działanie zostanie pozbawione odniesienia do Boga. Ludzka aktywność, wyrażająca się przez pracę i płodność, przy braku Bożego błogosławieństwa staje się dla człowieka źródłem nieuniknionego cierpienia (zob. Rdz 3,16-19).

 

Skutki nieodnoszenia do Boga ludzkiej aktywności są dziś bardzo mocno odczuwalne. Praca wykonywana przez człowieka jest dla niego nie tylko trudem, ale potrafi obracać się przeciwko niemu, zniewalać go i niszczyć. Podobnie jest z płodnością, która dla wielu staje się balastem i przeszkodą w nieograniczonym korzystaniu z przyjemności. Środki techniczne stosowane w celu rozbicia harmonii między pożyciem a płodnością, zaburzające naturalne procesy zachodzące w ciele mężczyzny i kobiety, również obracają się przeciwko człowiekowi, niszczą jego zdrowie duchowe, psychiczne i fizyczne.

„Obrazu” Boga w człowieku nie zniszczył nawet grzech (Rdz 9,6; 1 Kor 11,7; Jk 3,9). Człowiek jako syn Boży (por. Łk 3,38) jest reprezentantem Boga wobec reszty stworzenia, nad którym ma panować. To panowanie jest możliwe poprzez akt przekazywania życia, który jest również aktem przekazywania obrazu Boga (Rdz 5,2-3)[18], co nadaje ludzkiej płodności specjalną godność. Grzechy przeciwko życiu są więc wymierzone nie tylko w człowieka, ale również w samego Boga, którego obrazem jest człowiek. Niszczenie ludzkiego życia jest również grzechem przeciwko stworzeniu. W ten sposób grzechy przeciwko ludzkiemu życiu niszczą harmonię relacji człowieka z Bogiem, ludzi między sobą oraz człowieka ze stworzeniem.


 

Zakończenie

Czytając zamieszczone w Rdz 1-2 opisy stworzenia człowieka wraz z zawartą w nich nauką o powołaniu go do życia w małżeństwie i rodzinie, musimy pamiętać, że prezentują one idealny stan wszystkiego, co Bóg powołał do istnienia. Rdz 3 opisuje upadek pierwszych ludzi. Ich grzech zepsuł porządek i harmonię mającą swoje źródło w mądrości i miłości Boga. Grzech dotknął również ludzkich relacji, także, a może przede wszystkim relacji małżeńskich. Stąd w ludzkich dziejach pojawiła się poligamia, panowanie mężczyzny nad kobietą, wykorzystywanie, zdrada, zaburzenia relacji oraz identyfikacji płciowej. Cała historia zbawienia Starego i Nowego Testamentu objawia człowiekowi drogę zbawienia, która obejmuje również instytucję małżeństwa (por. Mt 19,4-8). W działaniach duszpasterskich, które tak często spotykają się ze skutkami grzechów popełnianych w małżeńskich relacjach, należy pamiętać, że dzieło zbawienia wciąż się realizuje, a więc z jednej strony możliwe jest doświadczenie zbawczej i uzdrawiającej mocy Bożego słowa i sakramentów, a z drugiej wciąż jesteśmy skazami na zmaganie się z ludzkim grzechem i niedoskonałością mającą swoje źródło w nieposłuszeństwie prarodziców wobec Boga w Ogrodzie czterech rzek.



[1] Niniejszy tekst powstał na bazie konferencji głoszonych przez autora w parafii Świętych Jakuba i Krzysztofa na Psim Polu we Wrocławiu, w ramach katechez przygotowujących do małżeństwa.

[2] W Rdz istnieją dwa opisy stworzenia. Pierwszy z nich (Rdz 1,1 – 2,3), skomponowany jako hymn ku czci Stwórcy, pochodzi z tzw. tradycji kapłańskiej z czasów niewoli babilońskiej (VI w. przed Chr.) lub z okresu nieco późniejszego. Drugi opis (Rdz 2,4-25) do lat 70. XX w. był przypisywany tzw. tradycji jahwistycznej, której istnienie dziś zostało podane w wątpliwość. Jest on starszy od pierwszego i pochodzi sprzed niewoli babilońskiej. Jego autor posługuje się prostym językiem, bardzo często antropomorfizując Boga.

[3] Cytaty biblijne za wyd. 5 tzw. Biblii Tysiąclecia: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie z języków oryginalnych, Poznań 2003, wyd. 5. Tam gdzie będzie to konieczne, posłużymy się własnym tłumaczeniem z języka hebrajskiego, zaznaczając różnice w stosunku do Biblii Tysiąclecia.

[4] Zob. J.S. Synowiec, Początki świata i ludzkości według Księgi Rodzaju, Kraków 2001, wyd. 3, s. 36.

[5] Jesteśmy raczej przyzwyczajeni do zwrotu „na obraz i podobieństwo Boga”. W tekście hebrajskim brak jednak spójnika „i” między słowami „obraz” (celem) i „podobieństwo” (demut). Spójnik wprowadzili do greckiego przekładu Starego Testamentu tłumacze Septuaginty oraz św. Hieronim w Wulgacie („ad imaginem et similitudinem”). Zastosowanie spójnika prowadzi do niesłusznego wniosku, że obydwa pojęcia mają odmienne znaczenie. W rzeczywistości jednak oba słowa są synonimami stosowanymi w Biblii na oznaczenie obrazu lub figury. Szerzej: zob. K.A. Mathews, Genesis 1 – 11,26, The New American Commentary 1A, Nashville 1996, s. 164-174.

[6] Por. K.A. Mathews, Genesis 1 – 11,26, s. 160; J.S. Synowiec, Początki świata i ludzkości…, s. 37.

[7] Józef Flawiusz, Antiquitates Judaicae, 1, 1, 2. Tł. pol.: Dawne dzieje Izraela, tł. Z. Kubiak, J. Radożycki, t. 1, Warszawa 1993, s. 103.

[8] Czasami interpretując opisy stworzenia i wyjaśniając znaczenie „obrazu”, „podobieństwa” człowieka do Boga, mówi się o podwójnej, cielesno-duchowej naturze człowieka. Sfera duchowa zostałaby tu wyrażona przez ów „obraz” i „podobieństwo”. Jednak taki sposób rozumowania nie jest zgodny z myśleniem autorów biblijnych, dla których człowiek stanowił jedność. Lepiej więc mówić o człowieku jako osobie, obejmując zarówno jego cielesność, zdolność nawiązywania relacji (czemu służy także ciało) oraz twórczego działania. Por. F. Manns, Il matrimonio nell’Antico Testamento, w: Dizionario di spiritualit? biblico-patristica, t. 42: Matrimonio-famiglia nella Bibbia, red. S.A. Panimolle, Roma 2005, s. 24.

[9] Zob. J.S. Synowiec, Początki świata i ludzkości…, s. 111-112; K.M. Beyse, ~c,[, ‘e?em, w: Theological Dictionary of the Old Testament, red. G.J. Botterweck i in., t. 11, Grand Rapids (USA) – Cambrigde (GB) 2001, s. 306-307.

[10] Por. H. Cazelles, Imię, w: Słownik teologii biblijnej, red. X. Léon-Dufour, tł. K. Romaniuk, Poznań 1990, s. 322.

[11] Jan Paweł II, Familiaris consortio, 11.

[12] W Starym Testamencie motyw przymierza między Bogiem a ludźmi (Izraelem) jest pojmowany jako relacja małżeńska między oblubieńcem a oblubienicą (zob. np. Jr 2,2; 3,6-13; Ez 16; 23; Oz 1-3).

[13] Por. F. Manns, Il matrimonio nell’Antico Testamento, s. 26.

[14] Zob. D. Sesboüé, X. Léon-Dufour, Sen, w: Słownik teologii biblijnej, s. 868-869.

[15] J.S. Synowiec, Początki świata i ludzkości…, s. 40.

[16] Np. Prudencjusz (IV/V w.), Klaudiusz Mariusz Wiktor (IV/V w.), św. Augustyn (IV/V w.), Fulgencjusz z Ruspe (V/VI w.). Zob. Genesi 1 – 11, La Bibbia commentata dai Padri. Antico Testemento 1/1, red. A. Louth, M. Conti, Roma 2003, s. 55-65.

[17] Np. K.A. Mathews (Genesis 1 – 11,26, s. 162-163).

[18] Por. tamże, s. 163, 170.

 

 
Dzieło Biblijne


© Copyright Słowo Biblijne 2006. All rights Reserved. Made in quaint.pl