Dzieło Biblijne

Email Drukuj
O. Wojciech Turek

 
esp.pngVerbum cum musica
(23. 01. 2010)

Najnowszy polski przekład Pisma Świętego –
wydarzenie, propozycja, szansa

 

 
Wprowadzenie
 
Od czasu ukazania się najnowszego tłumaczenia Pisma Świętego upłynęło już 16 miesięcy. Do tego momentu sporo się już mówiło i pisało o najnowszym przekładzie, w celu zaprezentowania go czytelnikom. W miarę kompletne opracowanie na temat historii powstawania tego przekładu, a także jego głównych idei i walorów, zostało zamieszczone w „Zeszytach Naukowych KUL” nr 1/2009. Inny artykuł popularyzujący ten przekład ukazał się w miesięczniku „W drodze” nr 9/2009.
Możemy jednak z jeszcze innej perspektywy spojrzeć na ten najnowszy przekład Biblii, podkreślając, że jego pojawienie się należy traktować w kategoriach wydarzenia o doniosłym znaczeniu. Sam przekład zawiera w sobie wyjątkową propozycję dla czytelników i stwarza szansę odnowy wielu płaszczyzn życia, zarówno duchowego, jak i codziennego dla wszystkich ludzi dobrej woli.

 

 
Wydarzenie

 

 
Dziś, w dobie drukowania i wydawania setek tysięcy pozycji rocznie (tylko w jednym kraju), może się wydawać czymś oczywistym, że wśród tych pozycji znajduje się również Biblia. Należy jednak zaznaczyć, że ukazanie się nowego tłumaczenia Pisma Świętego nie jest wydarzeniem codziennym. Nawet jeśli w naszych czasach próbuje się mocno podkreślać rozdział pomiędzy religią a sprawami świeckimi, to jednak wydania Biblii nie można zakwalifikować jedynie do kategorii wydarzenia o charakterze religijnym. Ukazanie się Biblii nadal ma istotne znaczenie kulturotwórcze. Wystarczy wspomnieć, że przez wieki właśnie przekłady Biblii na języki narodowe były istotnym czynnikiem, mającym wpływ na tworzenie się tych języków – i nie tylko samych języków, ale szeroko rozumianej kultury poszczególnych narodów, poczynając od sztuki, architektury, malarstwa, literatury, teatru, a kończąc na odniesieniach do codziennego życia, jak chociażby w postaci przysłów, które często swoje źródło mają właśnie w Biblii (np. „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”).

 
W jakim sensie możemy mówić o tym, że przekład Pisma Świętego
ma znaczenie kulturotwórcze i należy do dziedzictwa narodowego?

 
Gdy w 1996 roku z inicjatywy Zgromadzenia Zakonnego Towarzystwa Świętego Pawła rozpoczęły się prace nad przygotowaniem nowego przekładu Pisma Świętego przeznaczonego do powszechnego użytku (są też przekłady skierowane do wąskiej grupy zainteresowanych – np. przekład interlinearny), to inicjatywa ta skupiła poczytne grono najwyższej klasy specjalistów z różnych dziedzin nauki. Trzon tego grona stanowili bibliści ze wszystkich ważniejszych ośrodków naukowych w Polsce, a także z zagranicy. Kolejną grupą byli poloniści i językoznawcy rekrutujący się z głównych ośrodków uniwersyteckich naszego kraju.
Aby tłumaczyć Biblię, nie wystarczy znać języki starożytne, być znawcą teologii czy języka polskiego. Osoby podejmujące się przekładu Biblii na język nowożytny muszą posiadać bardzo szeroką wiedzę i doświadczenie, a także zdolność czytelnego przekazania widomości, które posiadają. Oprócz tego konieczne jest posiadanie przez te osoby specjalistycznej wiedzy z takich dziedzin, jak teologia (z jej licznymi działami), teoria przekładów, archeologia, kulturoznawstwo, religioznawstwo, etnografia, geografia, biologia, matematyka, szczególnie ważna jest też wiedza z zakresu historii starożytnej (z niemal wszystkim jej działami, takimi jak np. polityka, gospodarka, ekonomia, socjologia…).
Jeden człowiek nie jest raczej w stanie posiąść wiedzy koniecznej do tego, aby współcześnie przygotować przekład Biblii. Dlatego pracuje się zespołowo, łącząc doświadczenie i wiedzę zdobywaną przez różnych ludzi w ciągu wielu lat. Przygotowanie nowego przekładu angażuje więc wybitne jednostki w danym narodzie.
W kontekście stwierdzenia, że Biblia stanowi dziedzictwo narodowe, należy zaznaczyć, że w tej jednej księdze, oprócz jej podstawowego znaczenia religijnego, są ślady osiągnięć szeregu dyscyplin naukowych, które istnieją jako samoistne nauki.
Czytelnik, biorąc Biblię do ręki, widzi gotowy tekst. Niekiedy zwraca uwagę na jakieś słowo lub zdanie w przekładzie, ewentualnie krótką notę wyjaśniającą, i może nie zdawać sobie sprawy z tego, że trzeba było wielu godzin badań i poszukiwań, aby wstawić to jedno słowo, zdanie lub krótkie wyjaśnienie.
Prezentowana dziś Biblia liczy ok. 2770 stron i pracowało nad nią przez 12 lat ok. 85 osób. To, że możemy cieszyć się tym wielkim dziełem, wynika z ogromnego zaangażowania i odpowiedzialnego podejścia całego zespołu redakcyjnego. Szczególny wkład w przebieg prac miała Redakcja Naukowa (składająca się z 7 osób), która na początku określiła przejrzyste zasady tworzenia przekładu i całego aparatu wyjaśniającego tekst święty. Na tym etapie swoją fachową pomocą służył Redakcji włoski paulista ks. Angelo Colacrai SSP, który miał spore doświadczenie w przygotowywaniu przekładów na inne języki nowożytne.
To, co dziś widzimy, gdy bierzemy Biblię do ręki – mam na myśli m.in. układ strony, sposób wyjaśniania tekstu świętego, inne pomoce służące do lepszego rozumienia tekstu – to wszystko ustalano na spotkaniach Redakcji i ostateczny kształt dzieła jest wynikiem długich poszukiwań, opartych także na badaniach sposobu percepcji współczesnego czytelnika. Reasumując, możemy powiedzieć, że najnowszy przekład Biblii jest dziełem głęboko przemyślanym. Nawet jeśli znajdziemy w nim jakieś niedociągnięcia (typu literówki lub inne uchybienia), wynikające z ograniczeń ludzkich, to możemy być pewni, że istotne treści nie są dziełem przypadku, ale mozolnej, wieloletniej pracy.
Może się zdarzyć, że jedna osoba lub jakaś grupa dokona prywatnie przekładu Pisma Świętego lub jego fragmentów (czynili tak np. Czesław Miłosz, Roman Brandstaetter). Jeśli jednak mówimy o przekładzie, który pretenduje do miana powszechnego i uznanego przez Kościół, to zanim w ogóle rozpocznie się jakiekolwiek prace, konieczne jest uzyskanie zgody Episkopatu danego kraju, aby podjąć takie działania. Wydanie zgody na rozpoczęcie prac nie oznacza jeszcze, że przekład zostanie dopuszczony do druku. Żeby tak się stało, po zakończeniu wszystkich prac redakcyjnych oddaje się tekst do Komisji Nauki Wiary przy Episkopacie Polski, która następnie zleca Komisji Biblijnej szczegółowe zbadanie przygotowanego tłumaczenia i wydanie opinii, czy tekst nie zawiera jakichś błędów, uchybień czy wypaczeń.
W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że prezentowany przekład Pisma Świętego ma w swojej historii etap, który moglibyśmy nazwać „wrocławskim”. Bo właśnie JE abp Marian Gołębiewski, jako przewodniczący Komisji Biblijnej przy Episkopacie Polski, był odpowiedzialny za udzielenie tzw. Nihil obstat, które zawiera orzeczenie o zgodności tłumaczenia z tekstem oryginalnym i nauką Kościoła. Imprimatur udzielone przez Episkopat na podstawie nihil obstat stanowi gwarancję, że można z całą pewnością posługiwać się najnowszym przekładem Pisma Świętego. Imprimatur nie tylko daje nam gwarancję poprawności tekstu tłumaczenia, ale uzmysławia, że biorąc do rąk tę konkretną Biblię, mamy do czynienia z wielkim dobrem całego Kościoła.Wspólnota Kościoła w istotny sposób opiera się i wzrasta właśnie na Biblii. Pismo Święte jest nieodzownym budulcem wiary każdego człowieka wierzącego. Dlatego właśnie Episkopat – czyli nasi pasterze – dbają o to, aby każde pokolenie mogło wzrastać w klimacie znajomości Pisma Świętego.
Polacy mogą się poszczycić tym, że w roku, w którym obradował w Rzymie Synod Biskupów poświęcony roli Pisma Świętego w życiu Kościoła, w naszym kraju do rąk czytelników został oddany najnowszy przekład Biblii opatrzony całościowym komentarzem. Sprawa, którą zajął się Synod, znalazła natychmiastowe przełożenie w praktycznym działaniu. Każdy, kto chciał, mógł od razu korzystać i wcielać w życie zasadę św. Hieronima, która w pozytywnym ujęciu brzmi: „Znajomość Biblii jest znajomością Chrystusa”.

 
Propozycja

 
Po co tworzy się kolejne przekłady Pisma Świętego?
Czy nie wystarczy jeden, oficjalny, ogólnie przyjęty przekład?

 
Krytycy nowych przekładów mówią: „Stare jest lepsze”, ale zapominają niejako o słowach Pana Jezusa, który powiedział: „Nowe wino należy lać do nowych worków skórzanych”. W innym miejscu zaś dodał: „…każdy nauczyciel Pisma, gdy staje się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do gospodarza domu, który ze swego skarbca wyjmuje to, co nowe i stare”.
W praktyce wielość przekładów Biblii skutkuje różnicami w tłumaczeniach i ten stan tworzy kolejne trudności, ponieważ czytelnicy pytają: „Który przekład jest właściwy?”. Widzimy więc, że wolność w tworzeniu nowych przekładów jest trudna i wymaga nie tylko odwagi, ale przede wszystkim ogromnej wiedzy i odpowiedzialności ze strony tych, którzy podejmują się tłumaczyć Biblię.

 
Skoro mamy dostępne różne przekłady Biblii, jakimi kryteriami
należy się kierować, aby wybrać ten najlepszy,
najbardziej dostosowany do własnych potrzeb?

 
Wybór przekładu zawsze pozostaje decyzją głęboko osobistą. Powinno się korzystać z przekładu, co do którego ma się pewność, że jest solidny, ale też takiego, który najbardziej przemawia, gdy się go czyta. Przy dokonywaniu wyboru warto zatroszczyć się o minimalną wiedzę dotyczącą specyfiki danego przekładu. Zawsze na początku każdego wydania Biblii zamieszczone jest słowo od Wydawcy, a także słowo wstępne Redakcji Naukowej. Te dwa wprowadzenia bardzo dużo wyjaśniają czytelnikowi i są istotną pomocą w dokonaniu wyboru.
Możemy powiedzieć, że pomiędzy twórcami przekładu a czytelnikiem powinna zaistnieć głęboka więź zaufania. Czytelnik nie musi się na wszystkim znać i nawet nie jest to możliwe. Ufa więc, że przekład Pisma Świętego, który trzyma w ręce, jest rzetelny i dobry. Podejrzliwość niszczy wszelką więź i staje się przeszkodą w poznawaniu tego, co nowe. Jeśli ktoś założy na wstępie, że np. tłumacze są niewiarygodni lub metoda pracy jest błędna, to sięganie do takiego przekładu nie ma sensu.
W przypadku prezentowanego tu przekładu Biblii mamy do czynienia z owocem pracy kilkudziesięciu osób, który to owoc został oficjalnie zatwierdzony przez najwyższą władzę w Kościele polskim – czyli Episkopat. Ten fakt mówi sam za siebie i nie wymaga komentarza. Zawsze należy z pokorą uznać, że praca tłumaczy, recenzentów, polonistów, językoznawców to praca ludzka – czyli nacechowana ułomnością. Nie jest wykluczone, że to, co już zostało przygotowane, trzeba będzie doskonalić. Zawsze jest tak, że po jakimś czasie widzi się lepiej i może to prowadzić do jakichś zmian. Trzeba jednak pamiętać, że nie jest nigdy możliwe uwzględnienie w jednym dziele wszystkich preferencji czy opcji. Jeśli np. twórcy przekładu dadzą pierwszeństwo jakimś zasadom (które zawsze też pozostają umowne), to natychmiast odezwą się przeciwnicy takiego rozwiązania. W takiej sytuacji końca sporów nie widać. Dlatego warto trzymać się tej starożytnej zasady: „In medio virtus”. Taką opcję przyjęła Redakcja Naukowa najnowszego przekładu. Chodziło o to, aby uwzględnić każdy istotny aspekt, ale w sposób rozumny i umiarkowany. Takie podejście miało służyć przede wszystkim uwypukleniu prawdy zawartej w tekście świętym, która góruje nad zasadami gramatycznymi, tradycjami językowymi czy innymi osobistymi preferencjami poszczególnych osób.
Przekład Pisma Świętego, który obecnie prezentujemy, stanowi świadomą próbę połączenia dwóch aspektów: maksymalnej wierności tekstowi oryginalnemu i wyrażenia oryginału we współczesnym polskim języku literackim. Wykonanie tego zadania jest w praktyce ogromnym wyzwaniem. Wydaje się jednak, że mozolne godziny pracy połączonych zespołów tłumaczy i polonistów dały efekt w postaci tekstu, który w bardzo dokładny sposób odzwierciedla oryginał i zarazem bardzo dobrze się go czyta. O prawdziwości tego twierdzenia można się przekonać tylko poprzez sięgnięcie do tego przekładu Biblii.
Mówimy o różnych trudnościach i dylematach podczas dokonywania tłumaczenia także po to, by wysnuć jeszcze jeden bardzo ważny wniosek: Każde tłumaczenie jest interpretacją! W tym sensie święty i natchniony jest tylko tekst oryginalny (hebrajski, aramejski, grecki). Tłumaczenia – nawet najbardziej znane i poważane – nie są ani święte, ani natchnione. I całe szczęście, bo właśnie dzięki temu mamy prawo, a nawet obowiązek je zmieniać, udoskonalać, zastępować nowszymi. Taki wymóg stawia w całym Kościele Papieska Komisja Biblijna. Dlatego pojawianie się nowych przekładów nie jest wynikiem czyjejś zachcianki, ale stanowi konieczność i obowiązek. Jeśli zbyt długo nie ma nowego przekładu, należy się zatroszczyć, aby powstał.

 
Czym różnią się tłumaczenia, skoro wszyscy korzystają
z tego samego oryginału (tekstu krytycznego)?

 
Trzeba pamiętać o tym, że nauki biblijne nieustannie się rozwijają i dostarczają coraz to nowej wiedzy, co w istotny sposób wpływa na sposób rozumienia oryginału. Gdy sięgniemy do prezentowanego tu tłumaczenia Pisma Świętego, przekonamy się, że mnóstwo miejsc zostało przetłumaczonych w sposób dotąd niespotykany. I nie jest to bynajmniej skutkiem poszukiwania przez tłumaczy sensacji, ale wynika z zastosowania wiedzy, jakiej dostarcza tłumaczom coraz lepsza znajomość języków starożytnych, badania archeologiczne, a także coraz lepsza znajomość starożytności w ogóle. Koniecznie też należy wspomnieć o podstawowym aspekcie, mającym wpływ na zmienianie się rozumienia oryginału i tym samym zmianę tłumaczeń. Sam Pan Jezus obiecał, że Duch Święty będzie nas stopniowo oświecał w coraz lepszym rozumieniu Bożego objawiania zawartego w Biblii. I właśnie tego doświadczamy namacalnie, obserwując, jak zmieniają się przekłady Biblii. Nie chodzi oczywiście o zmiany w szacie językowej! To normalne, że inaczej mówiono 300 czy 500 lat temu. Tłumaczenia przygotowane przez J. Kochanowskiego czy ks. J. Wujka różnią się od współczesnych przekładów. Chodzi więc o rozwój, jaki dokonuje się na płaszczyźnie coraz głębszego odkrywania sensu zawartego w Biblii!
Trzeba to podkreślić bardzo mocno, że nowych tłumaczeń nie przygotowuje się po to, aby odnowić język przekładu – to dzieje się automatycznie, ponieważ tłumaczy się w języku, który obecnie jest w użyciu. Nowy przekład przygotowuje się dlatego, że przychodzi czas, aby z nową mocą i świeżością ukazać współczesnemu człowiekowi niepowtarzalny i zawsze aktualny sens słów, które Bóg skierował do ludzi. Nowy przekład ma być świadectwem, że Bóg autentycznie mówi do nas „tu i teraz” i objawia nam siebie w sposób żywy i namacalny. Zasadniczym celem Biblii nie jest to, abyśmy podziwiali jej walory literackie czy jakiekolwiek inne. Celem Biblii jest prowadzenie nas do zrozumienia i urzeczywistnienia sensu życia, które otrzymaliśmy od Boga i które w Nim znajduje swoje ostateczne dopełnienie.

 
Jakie główne idee kierowały inicjatorami dzieła tłumaczenia Biblii?

 
Idea przygotowania nowego przekładu Pisma Świętego zrodziła się najpierw w głowach trzech ludzi. Wspomnianego już włoskiego paulisty ks. Angelo Colacrai SSP, który w 1995 r. podzielił się swoimi pragnieniami z polskimi paulistami: ks. Tomaszem Lubasiem (ówczesnym Prowincjałem Paulistów w Polsce) i ks. Mariuszem Górnym (Dyrektorem Edycji Świętego Pawła – wydawnictwa Paulistów). U samego początku pojawiła się idea, aby dać Polakom wkraczającym w nowy wiek i nowe tysiąclecie zupełnie nową propozycję. Chodziło o to, aby przygotować takie tłumaczenie Biblii, które będzie uwzględniać mentalność współczesnego człowieka. Z tego powodu wszelkie adaptacje tego, co już kiedyś zostało stworzone, nie wchodziły w grę (np. wykorzystanie jakiegoś istniejącego już tłumaczenia i opatrzenie go tylko współczesnym komentarzem). Niezmienny tekst święty, zawarty w oryginale, domaga się tego, aby nieustannie przedstawiać go w sposób jak najbardziej czytelny ludziom, którzy żyją „tu i teraz”. W podejściu tym nie zawiera się odrzucenie dotychczasowych, szczególnie starych tłumaczeń Biblii. Nie chodzi też o umniejszenie ich piękna i oczywistych walorów, ale jeśli tekst tłumaczenia ma mieć istotny wpływ na życie czytającego, to powinien być dostosowany do wszystkich współczesnych norm i powinien uwzględniać realne warunki, w których żyje czytelnik.
Trzej ludzie (pauliści), którzy stali u samego początku tego wielkiego projektu, byli świadomi tego, że czytelnikowi będzie łatwiej odkrywać Boże przesłanie zawarte w Piśmie Świętym, jeśli otrzyma księgę wysoce praktyczną – czyli podającą treści natchnione przez Boga w języku ogólnie zrozumiałym, pozbawioną wyrażeń i zwrotów typowych dla języka specjalistycznego z poszczególnych dziedzin (np. teologii). Język przekazu nie może być sztucznie uwznioślany, ale też na pewno pod żadnym pozorem nie powinien być sprowadzany do poziomu kolokwialnego. W możliwie jak najlepszym stopniu ma oddawać charakter i koloryt oryginału, musi być absolutnie podporządkowany uwypukleniu istotnych prawd zawartych w słowie Bożym. Ogromnym bogactwem tłumaczenia jest oddanie całego kolorytu Biblii, która jest bardzo zróżnicowana. Miejscami jej styl osiąga szczyty literackiego kunsztu, ale są też fragmenty, które mogą dziwić swoją surowością czy wręcz chropowatością. W jednym i drugim przypadku jest to tylko zasłona, za którą dopiero znajdujemy niepowtarzalny skarb – orędzie Boga, który, mówiąc najprościej, nawiązuje dialog z każdym człowiekiem. Tłumaczenie powinno oddawać te – jeśli tak możemy powiedzieć – nierówności Biblii. Biblia sama w sobie jest bardzo zróżnicowana. Praca tłumaczy i redaktorów nie powinna zniwelować w imię poprawności stylistycznej tego kolorytu Biblii.
Praktyczność tłumaczenia Biblii wyraża się również w tym, że wszystkie słowa lub fragmenty, których zrozumienie może przysparzać trudności, muszą być wyjaśnione. Konieczne jest też wskazanie w wyjaśnieniach pierwotnego i istotnego zamysłu poszczególnych autorów ksiąg biblijnych, co pozwala unikać interpretacji o charakterze marginalnym lub nawet wątpliwym. Pod tym względem prezentowany przekład został przygotowany ze szczególną pieczołowitością. Wynikało to z troski o czytelnika, który ma prawo nie rozumieć wielu rzeczy. Jeśli nie znajdzie odpowiedzi, może go to zniechęcić, a właśnie tego należy unikać.
Wielką nowością prezentowanego przekładu Biblii jest jego kompletność. Do tej pory nie mieliśmy jeszcze w Polsce takiego wydania Biblii, które w jednym tomie zawierałoby tekst święty, wielopoziomowy komentarz do całości, obszerny słownik, chronologię ukazującą wydarzenia biblijne na tle historii powszechnej oraz mapy. Zamysłem Wydawcy (Edycji Świętego Pawła) było to, aby czytelnik, bez konieczności sięgania do innych pozycji (słowników, encyklopedii, atlasów), mógł ze zrozumieniem i duchowym pożytkiem czytać Pismo Święte i następnie według tego, co poznał i zrozumiał, mógł kształtować swoje życie.

 

 
Szansa

 
Musimy z pewnym bólem, a nawet wstydem stwierdzić, że Polacy nie czytają Pisma Świętego. Obserwuje się u polskich katolików jeszcze jako taką wiedzę biblijną na poziomie katechizmowym. Nieco lepszą wiedzę posiadają osoby zaangażowane w różne grupy religijne. Trzeba jednak zaznaczyć, że od posiadania wiedzy religijnej, także biblijnej, do bycia człowiekiem przenikniętym duchem Biblii jest jeszcze bardzo długa droga. Mieć wiedzę na jakiś temat, a rozumieć ów temat dogłębnie, to dwie różne rzeczywistości. Owszem, posiadanie wiedzy to dobry początek, ale konieczne są dalsze kroki, które pokażą, że dany człowiek ma głębokie pragnienie odkrycia prawdziwego sensu życia.
Do kogo można dziś apelować o chrześcijańską dojrzałość?
Przede wszystkim do ludzi dorosłych. Ponieważ Biblia jest czymś najpoważniejszym, co można sobie wyobrazić. Wymaga więc dojrzałości i odpowiedzialności. Takich cech spodziewamy się właśnie po człowieku dorosłym. Wielu ludzi tłumaczy się tym, że jeszcze do niedawna nikt specjalnie nie zachęcał do czytania Biblii. Niestety, to prawda. Ten „grzech” przeszłości trzeba jak najszybciej naprawić. Biblia nie jest księgą jedną z wielu. Ona jest jedyną księgą, którą musimy czytać. Wszystkie inne książki, nawet najpobożniejsze, są tylko skromnym dodatkiem do Biblii. Mogą być i może ich nie być. Gdyby nie było Biblii, żylibyśmy w całkowitym mroku, bezskutecznie próbując wyobrazić sobie sytuację, że w ogóle może istnieć jakiś sens ludzkiego życia. Biblia jako jedyna ten sens odsłania. I mimo licznych prób zdegradowania Biblii do poziomu jeszcze jednego dzieła literackiego, ona z całą mocą oparła się wszelkim atakom, pozostając niezmiennie jedynym drogowskazem.
Mimo że Biblia istnieje już tak długo i najgenialniejsze ludzkie umysły podejmowały próbę zgłębienia jej bogactwa, nadal uzmysławiamy sobie, że stoimy zaledwie u progu jej zrozumienia. Wobec tego faktu jakże niepoważne są głosy tych, którzy twierdzą, że już przeczytali Biblię i to im wystarczy. Biblii nie wolno przeczytać i odstawić na półkę, jak powieści. Biblia domaga się nieustannego czytania, gdyż słowa, które zawiera, nieustannie się realizują. Gdy dla kogoś ta księga jest zamknięta, tym samym musi zdawać sobie sprawę z tego, że ma zamkniętą drogę do życia. To prawda, że nie każdy człowiek ma zacięcie mędrca. To prawda, że jesteśmy bardzo różni, jeśli chodzi o poziom percepcji, zdolność rozumienia. Nasze ludzkie braki są jednak w przypadku Biblii czymś absolutnie wtórnym, ponieważ kluczem do zrozumienia Biblii nie tyle jest wybitna inteligencja, co głębokie pragnienie odnalezienia prawdy. Ten fakt tłumaczy bardzo wiele, szczególnie dziś, gdy na co dzień borykamy się z rażącym zjawiskiem poniżania, odrzucania i fałszowania wszelkiej prawdy. Ludzkość skażona tym zjawiskiem stroni od Biblii, bo konfrontacja życia z prawdą Biblii odsłoniłaby coś przerażającego. Ale nawet w tym skażonym świecie, gdy nasze umysły, serca i wola są skażone, my nie mamy innego wyjścia, jak doprowadzać do tej konfrontacji – czyli sięgać po Biblię. To jest jedyna droga uzdrowienia.
Jakże to zadziwiające, że dzięki geniuszowi naszego umysłu potrafimy wysyłać statki w przestrzeń kosmiczną i zarazem nie jesteśmy w stanie uchwycić tym samym umysłem prawd najbardziej podstawowych. Bóg w odpowiednim czasie przerwał milczenie wobec człowieka, który nieustannie szukał kogoś lub czegoś, do czego wyrywał się jego duch. Bóg przemówił więc najpierw na Synaju, a następnie na Golgocie i objawił ostateczny sens całego stworzenia. Ten sens jest odkryty, a mimo to ludzie chcą być ślepcami. Nie chcą widzieć, chociaż Bóg otworzył im oczy. Jakże to zadziwiające, że do tej pory ciągle bardzo mglista pozostaje idea, że Biblia nie jest religijną księgą żydów czy chrześcijan, ale stanowi najwyższą formę dialogu Boga z każdym człowiekiem żyjącym na ziemi.
Nikt na ziemi nie ma prawa zawłaszczyć sobie Biblii i używać jej do własnych celów. Nikomu się to nigdy nie uda. Nie ma też na ziemi człowieka, który w spotkaniu z Biblią mógłby powiedzieć: „Nie rozumiem w ogóle, o co tu chodzi”. I to jest właśnie argument na jej boskość. Za zasłoną ludzkich słów kryje się moc, która rozpala ducha każdego człowieka. Wystarczy, że tylko zbliżymy się do tej zasłony, jaką są słowa, a zostaniemy porwani przez Boga do poznania i umiłowania Jego samego i takiej sprawiedliwości, która zapewni nam szczęście wieczne.

 
W tym miejscu nie nawołuję już do czytania tego konkretnego przekładu Pisma Świętego, ale wzywam, by w ogóle czytać Pismo Święte. Czytać tak, by rozumieć. Rozumieć po to, aby żyć według tego, co się zrozumiało.

 
O. Wojciech Turek

 

 
Dzieło Biblijne


© Copyright Słowo Biblijne 2006. All rights Reserved. Made in quaint.pl